"Prawa ulicy" Iwona Gajda

"Prawa ulicy" to kolejna książka z autorstwa Iwony Gajdy. Podobnie jak "Rzeka prawd", jest ona podzielona na dwie części.

Jack dowiaduje się, że ma przejąć w Bukareszcie oddział korporacji, który stoi na krawędzi upadku. Sytuacja firmy nie jest jasna, niejasne są w niej relacje i motywacje działań, nie wiadomo komu można zaufać, komu nie. Jack nie wie też, jak wydostać się z patowej sytuacji w którą został wplątany.

Byki przygotowują się do Corridy, tylko te osiągające najlepsze wyniki w testach w niej wystartują. Zakwalifikowane zostają tylko dwa. Jeden z nich, Sanchez, zamiast na wymarzoną i wyśnioną Corridę trafia do stada przy ubojni, bierze udział w Encierro podczas Festiwalu SanFirmisen. Czy uda mu się wydostać i uratować miłość swojego życia? Czy marzenia można spełnić? I jaką rolę pełnią one w życiu?


Jak w przypadku poprzedniej książki miałam dużą trudność z jednoznaczną opinią, tak z "Prawami ulicy" nie mam żadnej. Książka niewiele ma mankamentów, bardziej są one techniczne niż literackie. Opowieść o Jacku to opowieść o zaufaniu, o dochodzeniu do prawdy, szukaniu odpowiedzi, ale i własnej zawodowej drogi życia. Tematyka działania korporacji jest mi obca w praktyce, wiele jednak słyszałam o "wyścigu szczurów", działaniu na szkodę innych pracowników, byle tylko piąć się do góry po szczeblach kariery. Lektura bardzo dobrze opisuje ten proceder, i jest czymś w rodzaju ostrzeżenia. Pięknie opisany Bukareszt, historia, architektura, tradycje, dla osób interesujących się tą częścią Rumunii będzie to ciekawa pozycja. Tym bardziej, iż nie pomija ona negatywnych cech miasta. Przykro mi tylko, że jako ilustracja chuligana zostało użyte zdjęcie kogoś wizualnie kojarzonego z subkulturą hard core - polskich hard core'owców znam sporo i daleko im do opisywanych postaci. Być może w Rumunii jest inaczej, nie wiem. Jak w "Rzece prawd" cześć ilustracji była trudna do zinterpretowania, tak w "Prawach ulicy" są one idealnie dopasowane do tekstu i nawet bez podpisu wiemy co jest czym. Bardzo ucieszyłam się na widok zamku Drakuli i wplecieniu w treść krótkiej wycieczki na sam zamek. W książce pojawiają się też ważne dla mnie aspekty: historyczne ujęcie zakazu aborcji i antykoncepcji, molestowanie seksualne w pracy i sex work. Babcia Angeliki opowiada historię swojego życia włączając w nią politykę prorodzinną dawnej Rumunii, ale i swój obecny sprzeciw wobec niej, wobec przymusu rodzenia, zakazu aborcji i antykoncepcji. Temat jest bardzo aktualny względem dzisiejszej sytuacji w Polsce. Główny bohater wyraża sprzeciw wobec molestowanie seksualnego uprawianego przez jego kolegę z pracy. Co do sex worku, a dokładnie kamerek, przedstawione są różne do niego podejścia, od negatywnego po traktowanie swojej pracy jako teatr, brak mi tu stanowiska akceptującego sex work jako po prostu rodzaj pracy jak każda inna. Również osoby z najbardziej pozytywnym podejściem do sex worku przedstawione są jako niestałe w relacjach i skłonne do zdrady poza pracą w pierwszym pojawiającym się momencie. Użyte określenie "prostytucja" jest stygmatyzujące.

Odnosząc się do drugiej części książki, ilustracje nie są już tak proste do identyfikacji, w większości przedstawiają one byki, być może różnych ras, ale jeśli ktoś nie umie rozpoznać rasy (jak np ja) to każdy byk będzie po prostu bykiem. I to w sumie jedyny mankament tej części. Zwierzęta są mocno uczłowieczone, mają marzenia trzymające je przy życiu, w które wierzą, rozmawiają, chodzą na spotkania i wykłady. Głównym celem drugiej części jest pokazanie rzeczywistości byków w czasie Corridy czy Encierro. Autorce udało się to zrobić bardzo plastycznie i emocjonalnie, i przyznam, że ciężko mi się czytało te brutalne opisy, nie miałam pojęcia, że sytuacja zwierząt wygląda aż tak strasznie. Książka zdecydowanie na początku tej części powinna zawiera trigger warning. Kolejny drastyczny opis to ubój rytualny. Mniej drastyczne w scenach, jednak bardzo działające na wyobraźnię są opisy matki krowy dotyczące zabierania cieląt do ubojni, które są zgodne z badaniami psychologów zwierzęcych na temat tego co przeżywają krowy po stracie dziecka.

"Prawa ulicy" to dobra i potrzebna książka, mówiąca przede wszystkim o rzeczywistości zwierząt w chowie przemysłowym, czy to na mięso czy na Corridę. Nie brak w niej drastycznych scen, uświadamiających osoby czytające o koszmarze jaki przeżywają byki i krowy. Nie każdy i każda będzie w stanie je znieść, ponawiam więc prośbę o trigger warning. W pierwszej części mamy ostrzeżenie przed korporacyjną rzeczywistością, również przydatne. W obu przedstawionych miejscach rządzą "prawa ulicy".

Czy polecam? Tak, ale z ostrzeżeniem o drastycznych opisach. Komu? Przede wszystkim osobom zaciekawionym Bukaresztem, osobom szukającym argumentów przeciwko chowowi przemysłowemu, popierających wegetariański styl życia, i z silnymi nerwami.

Za egzemplarz książki dziękuję BPC Guide.

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty

Lubimy czytać

Obserwatorzy

Translate

Łączna liczba wyświetleń